Zbliża się termin kolejnej rozprawy w procesie Donalda Tuska przeciw mnie o dowcip primaaprilisowy „NIE”, który zachwiał możliwością sprawowania przez powoda funkcji Prezesa Rady Ministrów. Sprzyja to moim studiom nad obraźliwością osoby rządzącej tym krajem. Czytuję część prasy pisowskiej redagowanej przez Sakiewicza i innych dziennikarzy niezależnych, a to od rozumu, prawdy i umiaru. Tusk występuje tam jako obcy agent, sprzedawczyk, kłamca i nieudacznik oraz tchórz. To Tuska nie uraża. W każdym razie w stopniu pociągającym go do sądu, chociaż ocenia go współpracownik Kaczyńskiego mającego zamiar donaszać premierowskie garnitury reprezentacyjne.

Jak z tego wynika, premiera obraża i utrudnia mu rządzenie jego kraikiem wyłącznie sugestia, że siedząc na stadionie wypełnionym hołotą, nie mówi do otoczenia językiem szambelana zwracającego się do królowej angielskiej.