glowacki_wiater(1)Umarło poczucie humoru w osobie Janusza Głowackiego. Miał tak duży talent literacki, że nie potrafił go w pełni ujawnić. Był w tym odwrotnością Jerzego Kosińskiego. Zawiść wobec kolegi Dżerziego była najsilniejszym z jego uczuć, a upadek Kosińskiego wyjątkową przyjemnością. „Głowa” gładko pisał, bo gładko też myślał. Jak ślizgacz. Znakomity, dowcipny pisarz cierpiący na swą drugorzędność. Pozerstwo Janusza było autokreacją najwyższej próby i najlepszego smaku. Od kiedy go znałem? Od zawsze. Kiedy go poznałem i dlaczego? Nie pamiętam. Ile poznałem jego partnerek lub żon? Zaledwie 3. Gdzie z nim najbardziej balowałem? W NYC, a tam m.in. w barze koło parku, w którym toczy się akcja jego „Antygony”. Wspólne nasze nowojorskie rozrywki wspomina Daniszewska w „Dialogach dam…”. Pamięta je szklaneczka whisky po szklaneczce.