czyjestnasali_wiaterW książce amerykańskiego historyka Christophera Clarka „Lunatycy” traktującej o przyczynach I wojny światowej przeczytałem taką ciekawostkę. W parlamencie wiedeńskim tamtej epoki posłowie przemawiali w swoich ojczystych językach, a nie używano tłumaczy ani papierowych tłumaczeń. W rezultacie bywało, że deputowany godzinami mówił do pięciuset kolegów w języku, który rozumiało pięciu. Chyba że był tak zdolny jak Polak Ignacy Daszyński. Połączył on niemczyznę z polonizmem wyjętym z jidysz, wypowiadając słynne zdanie: „Man kan signen, man kan tanzen aber nimmer mit zasrancen”. („Można śpiewać, można tańczyć, ale nigdy z zasrańcami”). W teraźniejszym Sejmie przemawia się dwoma językami polskimi. Innego używa większość parlamentarna, a zupełnie odrębnego opozycja. Obie strony nie są w stanie zrozumieć, co mówi druga, a tłumaczy także brakuje.