synod_urban_wiaterZ powagą zamiast ze śmiechem komentowany jest u nas synod, czyli zjazd na Watykanie trzech tysięcy facetów w błazeńskich czapkach. Ich zmartwienia to: czy częstować opłatkiem byłych rozwodników żyjących w nowym związku i czy gejów traktować trochę lepiej czy gorzej. Wszyscy moi znajomi są albo gejami, albo rozwodnikami, ale nie znam takiego, którego obchodzi magiczny poczęstunek w kościele. To jest coś takiego jak gdyby światowy zjazd imamów został zwołany dla dyskutowania, czy mięso dzika jest wieprzowiną.

Największymi postępowcami są byli księża, czyli odstępcy i rewizjoniści. Taki nigdy nie założy restauracji, uczelni albo zakładu fryzjerskiego, tylko żyje z naprawiania Kościoła. Przypominają oni ekskomunistów z lat 30. XX w., którzy przestawszy należeć do partii, całe życie zajmowali się jej krytyką. Nazwiska Deutschera, Koestlera, Silone są już zapomniane, ale kiedyś to były Obirki komunizmu. Zawód antykomunisty nie zrodził się w IPN-ie.