Pocztą dostałem wyrok skazujący za obrazę uczuć religijnych. Na wniosek prokuratury Warszawa-Mokotów wydał go wydział karny sądu rejonowego tejże dzielnicy w trybie nakazowym. Oznacza to sąd kapturowy skazujący bez procesu, pod nieobecność oskarżonego, bez jawnej rozprawy i bez prawa do obrony. W ZSRR w czasach wielkich czystek do skazywania w tym trybie potrzeba było trzech. W III RP wystarczy jeden lub jedna sędzia.

Tryb bezprocesowy wymyślono w innym celu. Np. kiedy ktoś zwinie na ulicy cudzy rower, przejedzie się, porzuci, a przyłapany przyzna się do winy, to niekonieczne jest uruchamianie całej procedury procesowej. Obraza uczuć religijnych to innego rodzaju sprawa: delikatna, złożona, budząca publiczne emocje i dyskusje. W grę wchodzi doniosła sprawa wolności wypowiedzi. Przy tym ja się do żadnej winy nie przyznałem. Sąd pisze, że jestem skazany, bo uczucia obraziłem subiektywnie (czyli uczucia donosicieli do prokuratury) i obiektywnie. Obrazić można człowieka lub jakiś zbiór ludzi. Uczucia to miłość, lęk, głód itp. Czy można obiektywnie obrazić nienawiść?

Skazanie mnie w takim trybie uważam za jaskrawe nadużycie przepisu prawnego oraz wyraz tchórzostwa sądu. Sąd chce załatwić szyto-kryto sprawę dla niego kłopotliwą. Próbuje na moim tyłku wyślizgnąć się z własnej powinności procedowania. Opinia publiczna, media nie powinny dopuścić do takich praktyk. Nie w moim interesie, ale własnym.